Bywam w (Trój)mieście: Tu’gether w Sopocie

Ten tekst będzie nieprzyzwoicie euforyczny. To wszystko przez jedzenie, którym karmią w restauracji Tu’gether w Sopocie.

Tu'gether Sopot

Zbliżający się koniec roku prowokuje do podsumowań, a te w trójmiejskiej gastronomii zapowiadają się w tym roku niezwykle ciekawie. W ostatnich dwunastu miesiącach odwiedziłem kilkadziesiąt nowych lokali i już teraz wiem, że tak dobrego czasu na tutejszej gastroscenie dawno nie było. Powstało co najmniej kilka miejsc, które z marszu należałoby umieścić w czołówce. Zasługa w tym zarówno odważnych właścicieli z otwartymi głowami, jak i coraz bardziej kreatywnych i obytych z kulinarnymi trendami szefów kuchni. Miejscem, gdzie te dwie siły wręcz modelowo się spotykają jest Tu’gether. Gdybym miał stworzyć ranking „Najlepszych nowych restauracji 2015 roku w Trójmieście”, to ten niewielki sopocki lokal zająłby miejsce na podium.

Przekroczenie progu Tu’gether w pierwszej chwili nie zwiastuje kulinarnych fajerwerków, które zaraz wybuchną w naszych kubeczkach smakowych. Kameralny lokal przy ul. Grunwaldzkiej 65 – a więc wręcz ostentacyjnie z dala od głównych szlaków sopockich (i bardzo dobrze) – to na pierwszy rzut oka niepozorne bistro. Jest modnie i nowocześnie, dość surowo i minimalistycznie. Krzesła i stoły pod ścianą równie dobrze sprawdziłyby się w barze szybkiej obsługi. Dominują wyraźne kolory, odkryty beton, imitująca okrętową blachę rdzawa ścienna okładzina i przypominające bulaje lustra. Ale tak naprawdę wnętrzu nadaje charakter jedna ściana – pokryta od sufitu do podłogi żywym, jaskrawozielonym mchem. To znak rozpoznawczy Tu’gether. Udekorowane są nim również talerze z bardzo dobrym chlebem własnego wypieku i masłem podawanym tutaj na dzień dobry każdemu gościowi.

Tu'gether Sopot

Krótka karta nie ułatwia wyboru. To tylko kilka przystawek i dań głównych oraz cztery desery, ale każde z nich kusi albo nietuzinkowym składnikiem, albo metodą jego przyrządzenia – czasem zaskakująco nieoczywistą. Jak na przykład rozpływająca się na języku trufla makowa (12 zł), która idealnie gra z sosem z palonej papryki. To kremowe towarzystwo łamie twardawa struktura wędzonego półgęska i – tylko pozornie nie na miejscu – słodkie kompresowane winogrono odświeżające kubeczki smakowe po tej mikrouczcie.

Jeszcze więcej atrakcji zapewnia wędzony śledź (12 zł). Podany tutaj w „herbacie z wodorostów”, z miękkimi listkami jarmużu, chrupiącym świeżym topinamburem i polany odrobiną oleju sezamowego jest jednym z najlepszych dań, jakie jadłem w tym roku w trójmiejskich lokalach. Jest w nim wszystko to, co na talerzu lubię najbardziej: lokalne składniki, regionalny charakter oraz subtelny, dalekowschodni akcent wieńczący tę kompozycję. To danie jest dla mnie dowodem na nieprzeciętną kulinarną inteligencji szefa połączoną z ogromnym wyczuciem i niezbędną w udanym jedzeniu prostotą. Nie powinno to jednak zaskakiwać – sterujący kuchnią Kacper Maziuk praktykował u najlepszych, m.in. w sopockim Sheratonie oraz brytyjskich lokalach z gwiazdkami Michelin.

Kolejny popis jego umiejętności to długo pieczona karkówka z dzika (34 zł) – w każdym kęsie wybuchająca rozchodzącym się po całym języku umami, co zapewnia połączenie słodkiej marynaty z pasty miso i spadziowego miodu, sosu z pieczeni oraz kilku ziarenek kawioru. Podawana z delikatnym pieczonym porem i ziemniaczanym gratin. Wyjątkowy delikates.

Pieczony kindziuk (26 zł) jest mniej wykwintną propozycją, ale pod względem kreatywności nie zostaje w tyle. To błyskotliwy pomysł na zamknięcie polskich, wiejskich smaków w sztuce mięsa złożonej z ostrej kiełbasy, wieprzowej łopatki, boczku i cebuli z odrobiną smalcu. To dość tłuste towarzystwo przełamuje odświeżający starty chrzan podany z ziemniaczanym puree, słodki groszek oraz nuty mięty w maślanym sosie.

Tu'gether Sopot

Osobna historia to desery – równie oryginalne i dopracowane. Na przykład upieczony, chrupiący miód (13 zł) z kwaskowatym klementynkowe curdem albo wytrawny gofr z kozim serem i konfiturą z czerwonej cebuli i wina (13 zł). Warto również odnotować, że codziennie zjemy tutaj nieodbiegające jakością od pozycji z karty głównej trzydaniowe menu dnia w cenie 29 zł.

W Tu’gether gratulacje należą się zarówno utalentowanemu szefowi kuchni, jak i właścicielom, którzy potrafili mu zaufać i dali zielone światło dla realizacji jego kulinarnych ambicji. Co więcej, efekty tej pracy dalekie są od spektakularnych, ale czasem przesadzonych eksperymentów. To mądra, oparta na wysokiej jakości składnikach autorska kuchnia najwyższej próby, ale zaprezentowana bez efekciarstwa i zbędnego blichtru. Kuchnia, na jaką od dawna w Trójmieście czekałem. Czapki z głów.

Tu’gether, Sopot, ul. Grunwaldzka 65, czynne: codziennie w godz. 12-22.

***

Bywam w (Trój)mieście to subiektywny przewodnik po restauracjach, pubach i kawiarniach w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Tych starych i tych nowych. Lokalach sprawdzonych i wartych sprawdzenia. Piszę wyłącznie o miejscach, które z czystym sumieniem mogę polecić.