Bywam w (Trój)mieście: Pobite Gary

Jak na obiedzie u znajomego z kulinarnym zacięciem, czyli po wizycie w Pobitych Garach.

Pobite Gary

Na gdańskiej gastromapie coraz głośniej o Oliwie. To własnie w tej dzielnicy znajdziemy dwa najbardziej oblężone w weekendy lokale. O pierogarni Mandu będzie być może za jakiś czas, najpierw parę słów o Pobitych Garach przy ul. Bitwy Oliwskiej 34.

Fajne bistro, ale chyba głównie dla lokalsów – pomyślałem, gdy byłem tam po raz pierwszy kilkanaście miesięcy temu. Na uboczu, w mało ciekawym z zewnątrz pawilonie Pobite Gary – zdawało się – nie będą mieć łatwego startu. Stało się jednak inaczej. W ciągu roku lokal stał się jedną z must-be miejscówek w Gdańsku. Wpadają studenci (bo ceny przystępne), wpadają rodziny z dzieciakami (bo stoły można łączyć, a lokal jest wyjątkowo kids-friendly), wpadają pary z całego miasta, które szukają sprawdzonej knajpki na obiad.

Właściciele Pobitych znaleźli złoty środek w prowadzeniu knajpy. Pożenili wciąż jednak jeszcze niecodzienne (przynajmniej w Trójmieście) doświadczenie jedzenia na mieście z ciepłą i niezobowiązują atmosferą. Ja się tutaj zawsze czuję, jakbym wpadł na obiad do znajomego z kulinarnym zacięciem. Będzie domowo, a jednak wiem, że mogę spodziewać się czegoś wyjątkowego. I dla języka, i dla oczu.

Serwowane tutaj dania niby dobrze znamy, ale zostały one tak skonstruowane, że zaskoczą nas drobne niuanse. Nazwa mogłaby sugerować, że kucharz ma dwie lewe ręce. Jest wręcz przeciwnie. To polska i europejska kuchnia robiona z otwartą głową i wyczuciem kulinarnych trendów. Zupa cebulowa (13 zł) serwowane jest ze świetnym razowym tostem ociekającym serem. Śledziowa przystawka (16 zł) ma kolor czerwony, bo fileciki marynowano w buraku. Dorak (30 zł) to pozornie zwykły filet z dorsza, bo w tym wydaniu sos grzybowy zostaje podkręcony szyjkami rakowymi, a puree z ziemniaków kalafiorem. W sałatce Koziburak (22 zł) oprócz tytułowej koziej rolady i buraków, znajduję  słodkie filety z pomarańczy i pestki dyni. Żeberka wieprzowe (36 zł) toną w genialnym śliwkowym sosie i wjeżdżają na stół w towarzystwie podwędzanych ziemniaków.

Pobite Gary

W Pobitych najemy się także – co jest dla mnie ogromną zaletą tego miejsca – oczami. Talerz jest tutaj instagram-ready. Zupy serwowane są w metalowych kociołkach, mule (naprawdę porządna porcja za 35 zł, a do tego kieliszek domowego wina za 8 zł) w stylowych garnkach z pokrywką, a frytki w emaliowanych metalowych miseczkach. Kulinarni esteci będą wniebowzięci.

We wnętrzu również nie brakuje designerskiego sznytu. Bar i regały zrobiono z surowych, drewnianych skrzynek, na których niedbale porozstawiano garnki, butelki, książki czy przetwory. Ściany pomalowane są kredową farbą i służą za tymczasowe menu dnia, a przemysłowe regały na jednej ze ścian uginają się od doniczek z lawendą, paprotkami i inną zieleniną. Gwarno tutaj jak w ulu, kelnerzy są w ciągłym biegu, ale nie brakuje im czasu, żeby zagaić, podpytać i poopowiadać. Na obiad, szczególnie w weekend, poczekamy co najmniej pół godziny, ale czas ten zleci nam smacznie – serwowane tutaj jako czekadełko chrupiące bagietki z olejem rzepakowym są tak dobre, że powinny być w karcie. Nalegam!

Pobite Gary, Oliwa, ul. Bitwy Oliwskiej 34, czynne codziennie w godz. 9-22.

  • http://kornatkowo.pl/ Agnieszka – Kornatkowo.pl

    Chyba będę musiała się tam kiedyś wybrać 😉 wystrój jak najbardziej mój!

    • http://foodandgoodmood.com/ Food and Good Mood

      Wystrój świetny! Polecam, jeśli masz po drodze.

      • http://kornatkowo.pl/ Agnieszka – Kornatkowo.pl

        Po drodze nie bardzo, ale zawsze można zrobić sobie spacer 😉

  • Tomasz Wolczynski

    rewelacja

    • http://foodandgoodmood.com/ Food and Good Mood

      Niedługo ponoć otwierają drugi lokal w Gdańsku – w Garnizonie.