Bywam w (Trój)mieście: La Buda food truck

Kocham Ostrą Jolkę. Szanuję Pana Godka. Burgery jem w La Budzie.

Foodtruck La Buda

Miałem nie pisać o burgerowniach na kółkach, bo naprawdę trudno znaleźć na trójmiejskiej ulicy coś w tej materii wyjątkowego. W ciągu ostatniego roku kolejne food trucki wyrastały jak grzyby po deszczu. Gdzie nie trafimy, zapewniani jesteśmy o najlepszej wołowinie, domowych bułkach i świeżych składnikach. Nie, żebym im nie wierzył. Wręcz przeciwnie. Wiem, że mobilni gastronomowie się starają i dbają o wysoką jakość wydawanych kanapek (choć czasem, podczas zlotowej gorączki można w to wątpić). Nuży mnie co innego – brak kreatywności w podejściu do burgerowego tematu. Bo ileż można jeść „czizów”, „hawajskich” i „włoskich”. Panie i panowie, to się zrobiło nudne niczym osiedlowa pizza.

Dlatego z wielką przyjemnością żywię się od czasu do czasu w barobusie La Buda, który cieszy detalami. I choćby miały być one tak nieznaczące jak masło orzechowe w Orzeszu (19 zł), kiełki w Panu Godku (18 zł) czy ostry truskawkowy sos w Ostrej Jolce (17 zł), to właśnie to powoduje, że wolę zjeść u nich, a nie u konkurencji. Więcej, jeśli tylko zobaczę na zlocie ich mroczną pakę z malowidłami niczym z jakiejś smutno-strasznej bajki dla dorosłych, to ustawiam się do okienka bez oglądania się na pozostałe food trucki. Wszystko to robię dla tej Ostrej Jolki właśnie, którą kocham – za przeproszeniem – pełną gębą. Ten ostro-słodki sos towarzyszący 180 gramom porządnie zgrillowanej wołowiny jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie dały moim kubeczkom smakowym food trucki. Jedzcie zachłannie i niech wam sos cieknie po brodzie. Tylko ani mi się ważcie go nie zlizać.

La Buda, raczej Gdańsk, szukaj lokalizacji na fejsie.

***

Bywam w (Trój)mieście to subiektywny przewodnik po restauracjach, pubach i kawiarniach w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Tych starych i tych nowych. Lokalach sprawdzonych i wartych sprawdzenia. Piszę wyłącznie o miejscach, które z czystym sumieniem mogę polecić.